środa, 23 sierpnia 2017

Arbuz (2017). Recenzja

Arbuz jest to owoc o dużych rozmiarach, elipsoidalnym kształcie i gładkiej powierzchni, koloru zielonego.

W ostatnim czasie miałem przyjemność po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu dokonać samodzielnego zakupu tego produktu. Transport piechotą z dyskontu był nielada wyzwaniem.* 

Arbuza można spożywać na kilka sposobów. Ja swojego przekroiłem na pół i spożywam już drugi dzień. Nie wiem jak długo wytrzyma, gdyż nie podano daty ważności. 

W smaku jest słodki, ale nie do końca. Bardzo mokry, generalnie sama woda. Przy dłuższej sesji z arbuzem, często trzeba wychodzić do toalety. Nie polecam byłym piwoszom – abstynentom. Możliwe flashbacki.

Po wyjęciu go z lodówki, zimnej jak Twoja była dziewczyna, spożywanie arbuza przypomina jedzenie lodów. Jedyną róznicą jest całkowity brak świetnej zabawy związanej z ich jedzeniem.

Tak samo jak daty ważności, nie podano również informacji o wartościach odżywczych. Mogę więc jedynie zgadywać, że gargantuiczne wymiary owoca są spowodowane jego niewielką zawartością cukru, a więc najtańszego źródła energii, dostarczającego najszybciej energię do mózgu poprzez krew. 

Czy zdecydowałbym się na zakup ponownie? Prawdopodobnie nie, chyba że wyposażony w odpowiedni środek transportu. Po aktualizacji softu może się do czegoś nada.

OCENA : 2/5

ATANAZY WOJDAK

* w ogóle wegetariańskie zakupy strasznie dużo ważą. Nie żebym był wegetarianinem. Kolega opowiadał.

poniedziałek, 19 marca 2012

Wymyśliłem ŚKUP

Tak sobie właśnie rozkminiałem, zupełnie przypadkowo, o podróżowaniu autobusami i tramwajami KZK GOP. O tym jak niewygodne jest kupowanie biletów jednorazowych, i jak niekoniecznie każdemu opłaca się kupowanie biletów miesięcznych. Ja właśnie należę do tych osób. Nie jestem w stanie określić czy rzeczywiście będę jeździł w danym miesiącu aż tyle, by nie było mi potem żal wyłożonych z góry pieniędzy.

Wracam sobie np. ze spaceru po chorzowskim parku. Wsiadam do tramwaju nr 19, chcąc wrócić do domu. Próbuję kupić bilet u kierowcy, no bo przecież wcześniej nie mogłem - sobota była, wszystko zamknięte. Kierowca biletu nie ma. No i dupa. Co mam zrobić? Wysiadam na następnym przystanku, miałem szczęście, że akurat podjechał odpowiadający mi autobus, w którym bilety były.

Ale tak czy inaczej, musiałem odliczać drobne, wkurzać kierowcę i współpasażerów...

Innym razem chciałem sobie podjechać dwa przystanki na dworzec. Trzymam w ręku odliczone 1,40, święcie przekonany, że na przystanku jest zarówno kiosk, jak i automat na bilety. Pudło! Przez kilka miesięcy, jak tam nie byłem, zarówno kiosk zwinął manatki, jak i automat zniknął!

Kierowca w autobusie sprzedaje bilety po 2,10... Po szybkiej kalkulacji stwierdzam, że mi się nie opłaca. Co się dzieje? Na następnym przystanku wsiada dwóch kontrolerów.* Cyk, pyk, 140 złotych w dupę.**

Wymyśliłem więc rewolucyjne rozwiązanie. Coś, co nazwałbym "kartą pasażera". Wchodzisz, wkładasz gdzieś i pobiera ci z niej te 2, czy tam 4 złote. Oczywiście po wcześniejszym jej doładowaniu. Super, nie? Już chciałem wysłać maila do KZK GOP z pomysłem, chociaż zastanawiałem się czy ktoś tego nie wymyślił przede mną, bo zadziwiająco łatwo mi to przyszło.

I owszem! Projekt umożliwiający to, i wiele więcej, już jest! Zajrzałem jednak na jego oficjalną stronę (kartaskup.pl) i krew mnie zalała. Jego realizacja ciągnie się już 9 lat!

W mojej głowie na realizację dawałem sobie kilka miesięcy. Ale ja się nie znam... No bo przecież przetargi, projekty, wykonawcy, sranie w banie! Kurwa mać!

ATANAZY WOJDAK

* - Co ciekawe, jeden z nich, na samym początku, zanim się wylegitymował... sam skasował bilet. To chyba taki element maskarady.
** - Dobra, dobra. I tak nie zapłaciłem.

środa, 14 grudnia 2011

Ludzie to mają problemy

Spacer z psem, ok. godz. 23. Pochodzi Szanowny Pan:

- Przepraszam Pana, nie chcę przeszkadzać, ale mam problem.
- No słucham. (ciężko mi odmówić takim Panom, co gorsza ostatnio mają modę na wyjątkowo długie przechodzenie do rzeczy...)
- Bo ja oczywiście mam pieniądze, ale mam taką prośbę, żeby pan mi kupił pół litra.
- Hę?
- Bo tutaj (wskazanie palcem na okno) na 1. piętrze Romek sprzedaje wódkę, a ja nie mogę tam pójść.
- Ehe?
- Bo się z nim pokłóciłem, tak jakby, o pieniądze... Psa oczywiście przypilnuję.
- Mhm, rozumiem, ale nie.
- Ale na prawdę, chciałem grzecznie.
- Było grzecznie, na prawdę. Ale nie.

No, bo przecież nie znam Romka. Jeszcze by mnie wypytał kto mnie przysłał, bo przecież nowy klient, młody, niespodziewany... Nie mam zamiaru mieszać się w konflikty Szanownego Pana.