Nie daję już "recenzja" w tytule posta, bo to jest poważna sprawa, a ja nie jestem żadnym krytykiem. Film, który dzisiaj obejrzałem jest poważnym kandydatem do przyszłorocznego Oscara, a ja nie umiem go docenić.
Idąc do kina oczekuję przede wszystkim, że zobaczę interesującą historię, która sprawi, że zapomnę o bożym świecie. Tymczasem we Florida Project mamy pokazane życie ludzi o niskim IQ, oraz ich dzieci. Nie jestem nawet pewien kto jest tutaj głównym bohaterem, co nie ma żadnego znaczenia, bo przedstawiona historia nie sprawia, żebym sympatyzował z kimkolwiek. Może jedynie z Willemem Defoe, który fajnie zagrał tu rolę drugoplanową.
Film trwał nieco ponad półtorej godziny, a ja czułem się jakby trwał o godzinę dłużej. Od połowy zastanawiałem się czy zdążę na tramwaj. Wytrwałem jednak do końca, licząc, że wydarzy się coś co mnie zaskoczy. Nie zdarzyło się. Miałem nadzieję, że sama końcówka będzie miała bardziej wyrazisty przekaz jak np. to, że "dzieci należą do rodziców", ale nic takiego się nie stało.
Także polecam obejrzeć i wytłumaczyć mi co przegapiłem. Czy jestem "potworem", któremu brakuje empatii dla patologii? Pewnie tak, ale wychodzę z założenia, że każdy prowadzi takie życie na jakie potrafił sobie zapracować.
A tak serio to zobaczcie sobie coś innego. Np. Toni Erdmann (2016). Prawie 3-godzinny komediodramat, przy którym ani przez moment się nie nudziłem i towarzyszyły mi wszystkie emocje - śmiech, złość, stres i zażenowanie. Dostępny już w Waszych torrentach.
OCENA: 2,5/5 (The Florida Project)
OCENA 4/5 (Toni Erdmann)
ATANAZY WOJDAK
Kraków, Podgórze
wtorek, 2 stycznia 2018
czwartek, 28 grudnia 2017
Sflaczały transport emocji (2017)
Szybki update. Będę miał teraz nowe mieszkanie, z którego jestem
dosyć zadowolony. W związku z tym, że jest to wysoki standard i całe 30 m2 dla
mnie, postanowiłem przywieźć sobie telewizor z Bytomia.
Tak. Korzystając z transportu publicznego.
Na pudełku jest taki obrazek, żeby przenosić to we dwie osoby.
Zalecam się do tego stosować, jeżeli nie pracujecie nad bitką tak jak ja.
***
Ostatnio w Biedronce afera, bo kazano pracownikom założyć takie
sport testery na klatę, żeby sprawdzić czy niby wystarczająco harują. Kobiety
musiały zdjąć staniki. Okropne co im zrobili.
Tzn. oczywiście klientom, którzy musieli na to patrzeć.
Ja i bez tego widzę, że poziom porządku w sklepach sięga dna,
niczym biusty pań kasjerek. Na szczęście teraz będę mieszkał obok Lidla, a tam
wiadomo – jak coś nie tak to od razu „Hände hoch”.
Były święta, które, poza gronem znajomych, spędziłem z moją
babcią. Wszystko ładnie pięknie zjadłem. Nawet dania z kapustą. Takie jak
pierogi z kapustą w kapuście, kapusta z grochem, kapusta z kapustą, kapusta w
kapuście z kapustą. McDonald’s zamknięty, więc na głodnego wszystko wejdzie.
****
Byłem w tym tygodniu po raz ostatni w swojej starej pracy.
Załatwić kartę obiegową, poczęstować ciastem i takie tam. Nie mogłem spać w nocy poprzedzającej tę wizytę. Nie wiem dlaczego.
Nie napisałem
pożegnalnego maila, ponieważ nikt ich nie czyta… Tzn. ja nie czytam więc nie
wiem co w nich się pisze. W takim razie teraz napiszę, że było bardzo fajnie,
dziękuję za wszystko, przede wszystkim za sugestie.
Łączę wyrazy szacunku
ATANAZY WOJDAK
Kraków, Mistrzejowice
sobota, 2 grudnia 2017
Nowy film Woody'ego Allena (2017). Recenzja
„Po co zajmujesz się problemami innych ludzi?” – zwykł
mawiać mój ojciec do swojej matki, a mojej babci, namiętnie oglądającej
telewizję. Nowe dzieło Woody’ego Allena to być może sztuka wyższych lotów, niż
„Klan” albo jakieś wenezuelskie ścierwo, niemniej jednak w gruncie rzeczy sens
pozostaje ten sam.
Mam na myśli „Na karuzeli życia”. Tytuł, który musiałem
wygooglować, gdyż jakoś nie potrafi zapaść mi w pamięć, mimo, że zetknąłem się
z nim rezerwując bilet, kupując go, oraz podczas początkowych napisów. Spełnia
on jednak swoją metaforę, gdyż poznajemy w nim piątkę bohaterów, których
poczynania coraz bardziej pogłębiają dramat, bez nadziei na rozwiązanie.
I nie łudźcie się, że je znajdziecie. Powiem Wam to teraz – NIE
MA HAPPY ENDU. Film jest ciężki, a wyjść z sensu można nieźle
przygnębionym. Nie wspominając o pożegnaniu się ze swoją dziewczyną na rogu
ulicy – nawet jeśli akurat nie ściga jej mafia (chyba, że o czymś nie wiem).
Tak zwany „przyrodniczy film o ludziach” – przynajmniej ja je tak
nazywam – gdyż żadna z przedstawionych postaci tak naprawdę nie ma złych
intencji, postępuje wyłącznie według swoich emocji i pragnień. A jednak z każdą
chwilą sytuacja staje się coraz bardziej beznadziejna.
Mamy tu więc prostego chłopa, ojca szukającego jedynie w kimś
oparcia, zmęczoną małżeństwem żonę w średnim wieku (świetna Kate Winslet!),
syna-piromana, zagubioną córkę, która uciekła od męża gangstera i Justina
Timberlake’a, który jest tak przystojny, silny i w dodatku wrażliwy… Czy
widzicie dokąd to zmierza?
Zastanawiam się jak Woody Allen, siedzący gdzieś w Nowym Jorku –
jak sobie wyobrażam – w odosobnieniu, pisząc na maszynie tak dobrze
zaobserwował i poznał się na międzyludzkich relacjach. Z upływem lat jego
opowieści stają się jedynie mniej komediowe, a bardziej emocjonalnie
prześladujące.
Jadąc do kina tramwajem zasłyszałem rozmowę telefoniczną: „A na
co idziecie? (…) Na nowego Woody’ego Allena? Nie, to ja odpadam”. Ta
dziewczyna musiała coś już wiedzieć. Dobre aktorstwo, dobra historia i dobre
zdjęcia. Odpowiedź na pytanie, czy emocje z jakimi wyjdziecie z kina po seansie
są tego warte, pozostawiam Wam. Polecam jednak poczekać na Star Wars.
OCENA: 3/5
ATANAZY WOJDAK
Kraków, Mistrzejowice
Subskrybuj:
Posty (Atom)


